|
Już 20 marca do kin trafi „Ostatnia sesja w Paryżu” Rebeki Zlotowski – błyskotliwy kryminał psychologiczny z porywającą rolą Jodie Foster. „Od dawna chciałam zagrać we francuskim filmie, z francuskim reżyserem, całkowicie po francusku” – wyznała laureatka dwóch Oscarów.
Lilian (laureatka Oscara Jodie Foster) jest cenioną psychiatrą prowadzącą własną praktykę w Paryżu. Jej uporządkowany świat zaczyna się rozpadać po nagłej śmierci wieloletniej pacjentki. Czy było to samobójstwo, morderstwo, a może tragiczna pomyłka lekarska? Dręczona wątpliwościami i poczuciem winy Lilian rozpoczyna prywatne śledztwo, wciągając w nie byłego męża (Daniel Auteuil).
„Ostatnia sesja w Paryżu” to błyskotliwy kryminał psychologiczny, w którym napięcie miesza się z groteską, a rozwiązanie tajemnicy staje się intrygującą grą i konfrontacją bohaterki z samą sobą.
WYWIAD Z JODIE FOSTER
Rebecca Zlotowski nigdy nie kryła podziwu dla ciebie ani chęci współpracy. Czy znałaś wcześniej jej dorobek?
Nie, absolutnie nic o niej nie wiedziałam. Zanim sprawdziłam kim jest i się z nią spotkałam, najpierw przeczytałam scenariusz. Zawsze tak pracuję. Nie ma dla mnie znaczenia, czy reżyser jest kimś znanym, czy też nie. Zawsze najpierw zapoznaję się ze scenariuszem. On jest najważniejszy. W tym przypadku od razu widziałam, że jest doskonały – opowiadał niesamowitą historię. Muszę również przyznać, że zaintrygowała mnie postać głównej bohaterki, Liliane Steiner. Obejrzałam więc wcześniejsze filmy Rebeki, zaczynając od Gorącego lata z Sofią, a potem ona przyjechała do Los Angeles, żeby się ze mną spotkać. Zamiast pogawędki o postaci, wymiany uprzejmości lub wspólnej kanapki, jak to zwykle ma miejsce podczas pierwszego spotkania z reżyserem, my przeanalizowałyśmy cały film, słowo po słowie. To zajęło nam jakieś sześć lub siedem godzin. Ta rozmowa zmieniła wszystko.
Biegle mówisz po francusku, ale od czasu Bardzo długich zaręczyn (2004) nie nakręciłaś żadnego filmu we Francji. Czy fakt, że miałabyś możliwość zagrania ponownie po francusku, po drugiej stronie Atlantyku, również miał znaczenie przy podejmowaniu ostatecznej decyzji?
Można powiedzieć, że to było drugorzędne. Najważniejszy był scenariusz. Ale masz rację. Od dawna chciałam zagrać we francuskim filmie, z francuskim reżyserem, całkowicie po francusku. Chciałam zagrać w czymś, co nie byłoby imitacją amerykańskiego filmu, a tym bardziej koprodukcją amerykańsko-francuską. Szukałam czegoś bardziej kameralnego – filmu, który zajmowałby się ideami, życiem umysłowym. Nie chcę przez to powiedzieć, że szukałam jakiegoś niskobudżetowego arthousowego projektu! (śmiech) Ostatnia sesja w Paryżu to ambitna produkcja. To ważny film dla Rebeki i dla mnie.
Twoja bohaterka, Liliane Steiner, jest psychiatrą, co oznacza, że mało mówi, a dużo słucha – przynajmniej na początku. Czy dla aktora to trudne doświadczenie? W tych momentach wydaje się, że kamera stara się uchwycić twoje myśli…
Na tym polega rzemiosło – na ukazywaniu procesu myślowego. Ja bardzo lubię grać postaci, których procesy myślowe są niemal widoczne. Powiem więcej: bardziej naturalnie przychodzi mi odgrywanie myśli niż emocji. Pamiętam moją postać z filmu Oskarżeni Jonathana Kaplana – była kłębkiem emocji, wszystko nosiła na wierzchu. To zadanie aktorskie było dla mnie o wiele trudniejsze niż rola dr Liliane Steiner, która pod wieloma względami przypomina mi mnie samą. A skoro o tym mowa, lubię odtwarzać współczesne kobiety, które poruszają się po świecie, szczególnie kiedy świat wystawia ich emocje na ryzyko.
Porozmawiajmy o innych aktorach, na przykład o Danielu Auteuilu, który gra twojego byłego męża, zachwyconego możliwością poprowadzenia wspólnego śledztwa z byłą żoną w sprawie śmierci Pauli…
Uwielbiam Daniela! Wydaje nam się, jakbyśmy byli rodzeństwem. Uważam, że jest bardzo wrażliwy i działa kojąco. Wnosi do filmu lekkość. Dzięki niemu ta historia jest bardziej zabawna, nie ma co do tego wątpliwości. Uwielbiam te małe sceny, które mają miejsce między granymi przez nas postaciami. Na przykład scena w kawiarni, kiedy on improwizuje kłótnię z kelnerem, tylko po to, żeby rozśmieszyć Liliane. Dla mnie to fascynujące.
Co powiesz o Virginii Efirze? Ją widzimy rzadziej, głównie w retrospekcjach, ale jej postać odgrywa ważną rolę dla rozwoju granej przez ciebie bohaterki…
Zgadza się. Dynamika między Paulą (postacią graną przez Virginię) a Liliane Steiner jest bardzo ciekawa. Moja postać projektuje siebie na swoją pacjentkę. To jej śmierć jest bodźcem, żeby skorzystać z sesji hipnozy, gdzie natyka się na drzwi, które postanawia otworzyć, za którymi znajduje się ten tajemniczy sen, freudowska wizja… Ta śmierć sprawia, że zaczyna zadawać sobie pytania, których nigdy wcześniej nie śmiała postawić. Niestety, nie miałyśmy z Virginie zbyt wielu wspólnych scen. Mówię „niestety”, ponieważ jest bardzo dobrą aktorką, jest zachwycająca. Cieszę się, że mogłam siedzieć tuż za nią i słuchać jej podczas naszych sesji terapeutycznych.
Czy równie przyjemne było spotkanie z postacią, w którą wcielił się Mathieu Amalric, czyli z dość niepokojącym mężem Pauli?
Mathieu jest bardzo popularny w USA dzięki swoim rolom i filmom. Bardzo chciałam go poznać i z nim współpracować, chociaż po części wiedziałam, czego się spodziewać. Okazało się, że jest niezwykle zabawny. Bardzo mnie rozśmieszał! Zawsze miał w zanadrzu jakiś żart, czy to na planie, czy poza nim, jak mały, rozbrykany chłopiec. To bardzo interesująca i bardzo zaangażowana osoba. Jeśli chodzi o graną przez niego postać, uważam, że jest niepokojąca, dość podejrzana i nieco ekscentryczna. To samo można powiedzieć o postaci jego córki, którą gra Luana Bajrami, młoda aktorka, którą odkryłam, a ona doskonale ukazała tę złożoność.
Czy to, że zagrałaś w filmie pod oryginalnym tytułem Vie privée, nie jest mrugnięciem okiem, skoro jako gwiazda Hollywood zawsze starałaś się oddzielać życie prywatne od zawodowego?
To jeden z powodów, dla których zainteresowałam się scenariuszem. Ten temat jest bardzo ważny, a równocześnie bogaty. Rebecca zwróciła mi uwagę, że słysząc wyrażenie „vie privée”, możemy zrozumieć je na kilka sposobów. „Vie privée” może oznaczać również „pozbawiony życia”. Poza grą słów, muszę przyznać, że czasem traktuję filmy jak medytację nad własnym życiem. Oczywiście zawsze dbałam o to, aby oddzielać życie prywatne od zawodowego, to chyba naturalne. Równocześnie muszę przyznać, że na ekranie odnajduję najważniejsze, najbardziej znaczące i najbardziej prawdziwe aspekty mnie samej. Jak mogłoby być inaczej? Wszystko oddałam kinu. Oczywiście to forma sztuki, więc mój dar przekazałam z dużą dozą kontroli. Nie zmienia to jednak faktu, że przez wszystkie te lata dzieliłam się ze wszystkimi bardzo głębokimi i bardzo osobistymi sprawami, i było tak odkąd skończyłam trzy lata. Można powiedzieć, że moja kariera jest całym moim życiem.
Ostatnia sesja w Paryżu, scenariusz: Anne Berest, Rebecca Zlotowski, Gaëlle Macé, reżyseria: Rebecca Zlotowski, zdjęcia: George Lechaptois, montaż: Géraldine Mangenot, obsada: Jodie Foster, Daniel Auteuil, Virginie Efira, Mathieu Amalric, Vincent Lacoste, Francja 2025, 103 min
|